Wszystkie nasze yorki i ‚nieyorki’

Pozostał z nami piętnaście  lat. Był zatem ze mną kiedy byłam dzieckiem , był kiedy stawałam się panienką. Zeswatał mnie z mężem, odchował naszego syna i umarł…Nigdy nie odchodzą Ci, których kochamy i Bakcyl wciąż jest w naszych sercach.

   

 Z Bakcylem

Był francuskim owczarkiem. Absolutnie nikt nie myślał wówczas o tym czy jest rasowy, czy nie. A nie był. Jedynie wyglądał, jak briard. Był włochatą, na czterech łapach chodzącą miłością. Mimo swoich gabarytów nie budził strachu. Nie było w nim agresji, ani odrobiny. Nie zdarzyło się, by kogoś chapnął. Kiedy odszedł mój chory na serce tato potrzebował pomocy lekarza. Kiedy zakopywaliśmy Bakcyla u babci w ogrodzie tato płakał, a odchodząc znad mogiły powiedział: „ I co ty mi najlepszego przyjacielu zrobiłeś”.

Na kolejnego psa postanowiliśmy poczekać aż syn będzie odpowiedzialny i dojrzały do decyzji. Ale nie doczekaliśmy, bo tak naprawdę to my tęskniliśmy za psami. Ja i mój mąż.  Rehabilitowaliśmy brak psa kolejnymi gryzoniami. Była więc myszka, która umarła śmiercią samobójczą zjadając niebieską kredkę. Było kilka uroczych świnek morskich, koszatki. Ale wciąż  nie byliśmy kompletną rodziną. Nawet szynszyle, które ukochaliśmy nadzwyczajnie i mieszkają z nami już dwa ich pokolenia nie dały radę zastąpić psa.

Nanka i Neo

Neo i Nana

 Decyzja więc zapadła. Mieszkanie w bloku wykluczało duże rasy, zaczęłam więc czytać o małych pieskach. Skupiłam swoją uwagę na yoreczkach, zachwyciła mnie ich historia i uroda.Znaleźliśmy hodowlę, która  akurat miała do sprzedaży dwie suczki. Istniejący już wówczas problem R=R nie był mi znany wcale. Decydując się na psa ze znanej wrocławskiej hodowli LUX PIKSELA, zarejestrowanej w Związku Kynologicznym przez myśl mi nie przeszło, że mogę być narażona na nieuczciwość.  Hodowczyni przy pierwszym spotkaniu spytała nas, czy mamy plany hodowlane. Nie mięliśmy. ‘Nie potrzebny państwu zatem rodowód’ usłyszeliśmy i przytaknęliśmy bez wahania. Hodowczyni wszak wie najlepiej-pomyśleliśmy. Zapłaciliśmy, jak z rasowego szczeniaka. Na tyle nie znaliśmy się wówczas na rasie, że gdyby wręczono nam szczenię dobermana i dano słowo hodowcy, że to york, też wzięlibyśmy z ufnością. Dobermanem Sami się nie okazała, ale yorkiem również nie. Wyrosła na cudowną suczkę w typie rasy shih-tzu. Oczywiście kochamy ją nadzwyczajnie, ale kiedy całe oszustwo Pani z LUX PIKSELA złożyło się w pasujące puzzle byłam zła, że BABA nabiła nas w butelkę.

Sami

 

Rok później postanowiliśmy kupić już rasowego psa. Ale wówczas w Polsce pojawiły się biewery i zachorowałam na ‘białego yorka’. Znaleźliśmy hodowlę i pierwsze  moje pytanie dotyczyło rodowodów szczeniaków. W odpowiedzi usłyszałam(prawdę zresztą), że rasa ta w Polsce nie ma jeszcze rodowodów.  Nie ma to nie, cóż robić. I nasza czujność znów została uśpiona. Zdjęcia z hodowli urzekały biewerami, nie oparłam się.  Krzysiu szybko nas przekonał, że kolejny raz staliśmy się ofiarami oszustwa. Wyrósł na uroczego teriera , ale zamiast na biewera raczej na westa.  Kochamy go szalenie, ale nie zmienia to faktu, że znów zostaliśmy nabici w butelkę.

Krzysiu

 

Zła na samą siebie zaangażowałam się  w problem pseudohodowli po uszy.  Dwa kolejne psy kupione już zostały z pełną świadomością i znajomością tematu. Są takie, o jakich marzyłam. Prawdziwe yoreczki.

Golden Eyes z Asocjacji    i    Zosia  Demolki z Żor

 

 Pierwszy dołączył do nas Edek. ‘Ustrzelił’ moje serce na kociej wystawie, kiedy dojrzałam go w klatce razem z olbrzymami rasy maine coon. Zanim  podniosłam oczy na męża przeleciało mi przez głowę tysiąc myśli, jak by tu wykombinować, by malec był mój. W domu były już przecież dwa psy,choć wówczas wyprowadziliśmy się na wieś i ten argument miał być mi pomocny w razie czego.  W kilka sekund ułożyły mi się w głowie scenariusze na wypadek, gdyby mąż oponował. Ale kiedy tylko spojrzałam na niego wiedziałam, że żaden z nich nie będzie potrzebny.

Kupno psa w profesjonalnej hodowli wyglądało zupełnie inaczej niż transakcje poprzednie. Hodowca miał przygotowane umowy,metrykę. Piesek był zsocjalizowany, nie bał się nas. W hodowli poznaliśmy obojga rodziców Edka. Hodowca pokazał nam tatuaże identyfikujące psy i potwierdził wpisem w metrykę, że tatuaż na uchu Edka mówi nam, że jest dzieckiem tych właśnie rodziców. Zapłaciliśmy za Edka więcej, ale wraz z nim w cenę wpisana była pewność, że to taki pies,o którym marzę.

Edek

marcinowe (96)

    Kiedy wprowadziliśmy się do domu na wsi przybył nam jeszcze jeden pies. To suczka mojej mamy, ponieważ zamieszkała ona z nami. Yoco jest mieszanym kundelkiem.

Yoco

1332407761926 (298x300)             W domu były cztery psy, ale ja chciałam jeszcze suczkę. By mieć Zosię użyłam już precyzyjnie dopracowanego fortelu, o którym mąż do dziś nie wie,  dlatego i Państwu jeszcze zdradzić nie mogę. Zosię kupiliśmy z hodowli śląskiej. Zobaczyłam wówczas, jak wygląda prawdziwa hodowla psów. Psy mają w niej  swoje dwa pokoje z wyjściem na zagrodzony duży wybieg. Kącik groomerski i łazienka zorganizowana jest przy pokojach. Suczki w wysokiej ciąży oraz szczenięta z mamami brane są przez właścicieli do swoich pokoi i stale są pod czujną obserwacją. Zosia wraz z rodowodem otrzymała zdjęcia swoich rodziców i rodzeństwa. Hodowczyni wręczyła nam też ‘instrukcję obsługi psa’, w której zwróciła uwagę na najważniejsze aspekty pierwszych dni w nowym domku. Widzieliśmy obojga jej rodziców, a nawet cały klan, bo i ciotki i babki i dziadki…Zosia okazała się mieć wrodzoną wadę, która rzuciła nam życie na kolana.Nowy Rok zabrał nam Zosieńkę

Zosia

 

 

Do naszej rodziny dołączył też kot. Aleksander to inna bajka. Koci świat to drugi biegun. Niezwykle fascynujący i nieodgadniony. Dość powiedzieć, że Aleksander wszedł w dom z pięcioma psami, ale żaden z nich nie ‚podskoczy’ kotu. Pewnie trochę się go boja, bo jest większy od każdego z nich. Jedynie Krzyś odważył się kiedyś przedyskutować z kotem jakaś kwestie i w starciu z Aleksandrem poległ , gdy ten ściągnął go na ziemię jednym pacnięciem łapy. Hierarchia wśród zwierząt została ustalona. Przede wszystkim Aleksander.

Aleksander

Edytka i Staś

MAJ 2015

Decyzję o zakupie Stasia podjęliśmy po nagłym  odejściu Krzysia.  Staś to Biewer Yorkshsire Terier a’la Pom Pon. Jego imię rodowodowe to Hrabia Drakula,  przydomek hodowlany Klan Biewer Rott.  Edytka pojawiła się u nas po odejściu nieodżałowanego Edka.  Daliśmy jej imię ku pamięci naszego najdroższego pieska. Edytka w wielu sytuacjach przypomina nam Edziulka. Jak Staś jest yorkiem biewerem. Urodziła się w tej samej hodowli,   choć nie jest spokrewniona ze Staśkiem. Jej imię rodowodowe to Larisa. Jednak my daliśmy jej imię po naszym najukochańszym Edku. Wkrótce Przekonaliśmy się, że to była dobra decyzja.

Edytka

MAJ 2015

Staś

MAJ 2015

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.