Blogujący Zwierzaczek

     Zwierzaczek Blogujący wita Cię na swoim profilu. To miło, że zechciałaś/łeś zatrzymać się chwilę przy moim pisadle.
Lubię pisać, znacznie łatwiej wypowiedzieć mi się w piśmie, niż w słowie choć niektórzy mówią, że ‚mam gadane’. Pierwsze moje pisadło powstawało jakieś trzydzieści parę lat temu. Pamiętam je bardzo dobrze, choć nie przetrwało niestety do dziś. Pisałam je  podczas wakacji w Bieszczadach.  Strasznie jestem ciekawa takiego postrzegania świata przez siebie- nastoletnią dziewczynkę. Może gdyby rodzice cokolwiek robili sobie z tego, że ich córka pisuje byłoby inaczej.
Wierszy dla męża(wówczas przyszłego) napisałam ze dwieście. Mam wszystkie, bo on je zbierał. Są i takie, co to w nich „kocham i szlocham”, ale są całkiem przyzwoite, niektóre białe, oda jakaś nawet. Miłosne, rzecz jasna(Boże, jak ja go kochałam), ale wiele z nich jest  pełnych goryczy, rozczarowań i bólu. Jak to w młodości.
Później przyszedł czas na pisadła dla syna. Były to opowiadania, wierszyki, listy od aniołków i dobrych duszków. Kiedy, jako kilkuletni chłopczyk jeździł na długie wakacje z dziadkami, pisałam do niego listy codziennie . Kupowałam stos kolorowych laurek, codziennie pisałam i wysyłałam mu jedną. Są do dziś, świetnie jest do nich czasami zajrzeć. Dziś Dawid jest studentem Politechniki Wrocławskiej.

    W ostatnich latach pisadła skupiają się na moich pasjach.  Nie mogę mieć ich wiele, bo wciągają mnie do zatracenia. Dziedzicznie obciążona jestem skłonnością do uzależnień więc na wszelki wypadek nie piję, nie palę, za to na codzień nie rozstaję się z moimi psami. W tej chwili mieszka z nami pięć psów. Z nimi też  związałam swoją pracę. Prowadzę bardzo nietypowy sklep Zwierzaczek. Dlaczego Zwierzaczek jest inny niż wszystkie sklepy zoologiczne? Dlatego, że zwierzaczkową od wielu lat wkręca żywienie psów i kotów. W wyniku tego sklep jest inny, bo nie ma w jego ofercie karm, które są w każdym sklepie zoo. Praca z pasją przynosi mi satysfakcję, która prątkuje ułatwiając życie na co dzień. Czy przynosi kasę? Umiarkowanie. Moja dziwaczna decyzja, by odmawiać współpracy koncernowym kontrahentom, którzy cudownie wspomagają sprzedawców zarówno finansowo, jak i medialnie nie była mądra z punktu widzenia biznesowego. Nie mam swojej zgody na sprzedaż takich produktów. Z wielu powodów. Przede wszystkim, dlatego, że takie karmy są szkodliwe dla psów/ kotów i nadają się raczej dla kur i kaczek. Ale również z powodu zła, jakie wyrządza polityka koncernów ludziom, zwierzętom i naszej planecie.

  Co spowodowało, że ośmielam się radzić innym w dziedzinie żywienia zwierząt towarzyszących? Pomagają lata nauki w szkołach medycznych. Najpierw w Liceum Medycznym, później na AM na podyplomowych studiach o profilu Zasady Żywienia i Dietetyka Stosowana. Przekotwiczyłam na żywienie czworonogów dziesięć lat temu, kiedy otwierałam pierwszy sklep zoologiczny. W tym też czasie zaczęliśmy z mężem kolekcjonować czworonogi. Od tamtych chwil tego, czego mamy w życiu najwięcej, to psy. Pięć w domu, dwa zawsze ze mną w pracy i te setki spotkanych na mojej drodze zawodowej. Zarówno psów i kotów. Zwierzaczek to  nie tylko Wrocław, Krucza 2. To dziesiątki wystaw psich i kocich w całej Polsce i poza nią. Wiele szkoleń, przedyskutowanych dni i nocy. Bogactwem moim jest wymiana doswiadczeń z hodowcami, groomerami, lekarzami, behawiorystami. Moją  zuchwałość  tłumaczy w końcu też wiedza latami pozyskiwana w zdobywanych wszelkimi sposobami podręcznikach, atlasach, periodykach, opracowaniach, magazynach,portalach.

Życie z pięcioma psami uczy. I skłania do nauki, jeśli je kochamy. Musimy uświadomić sobie, ile zła pakujemy w nasze zwierzaki wraz ze złymi karmami. Jak mało dajemy im swojego zaangażowania, kiedy ograniczamy odżywianie naszych przyjaciół do automatycznego i bezmyślnego sięgnięcia po pudełko z suchą karmą i nasypania jej do miski. Jak szczęśliwe będzie i długie życie psa/kota zależy w największej mierze od jego odżywiania.
Lubię mieć misję i tak postrzegać zaczęłam swoją pracę. Przez jedenaście miesięcy w roku niosę kaganek oświaty w imię dobra sierściuchów.  Pozostały czas przeznaczam swojej drugiej pasji. Uciekam do Afryki, gdzie poznaję fascynującą mnie kulturę Islamu.

   Zatem na moim blogu będzie o moich ukochanych psach, o mojej satysfakcjonującej pracy, o nowych karmach,o starych pewnie też, o psich i kocich wystawach… Będzie ‚donkiszotowska walka’ z koncernami, wskazywanie tego zła, którym ich polityka karmi swoje wierne duszyczki. Zapewne będzie dużo moich przemyśleń, wątpliwości i filozofii. Będzie też o moich romantycznych uniesieniach, na wyżyny których zawsze prowadzi  mnie magia Maghrebu. Będzie więc o podróżach już minionych i tych, które przede mną.

Nowy Rok zabrał nam Zosieńkę

4 stycznia 2012

      Zosieńka była z nami tylko trzy tygodnie. Drugiego stycznia stanęliśmy w obliczu dwóch dramatycznych decyzji. Pozwolić Zosieńce bezboleśnie odejść lub poddać ją skomplikowanej operacji. 

Ale od początku…

U Zosi tuż przed świętami zdiagnozowano zapalenie płuc. Natychmiast poddaliśmy ją antybiotykoterapii. Jednak objawy przekonywały mnie, że choroba postępuje. Zaraz po świętach trafiłam do kliniki cenionego we Wrocławiu specjalisty Dariusza Niedzielskiego. Tu drużyna uroczych lekarek przeprowadziła u Zosi dogłębną diagnostykę. Zapalenie spowodowało u Zosieńki ogromną leukocytozę 50 tysięcy! Lekarze za głowę się chwycili. Dr Luiza Trzuszczak mówiła, ze spotkała się z przypadkiem, kiedy psina miała 60 tys. I to był rekord. Czytaj dalej

Wszystkie nasze yorki i ‚nieyorki’

  Z najmłodszych lat pamiętam chomika Tubka, morską świnkę Mikę i  królika Feliksa. Najbardziej jednak chomika, bo pogryzł mamie wszystkie prześcieradła.  A były wówczas z  trudem zdobywanym dobrem. Jak zresztą wszystko wówczas. Psa mięliśmy obiecanego, kiedy będziemy starsi, odpowiedzialni.

Brat w wieku 16 lat wydał się rodzicom wystarczająco ‘dorosły’ , na moją dojrzałość emocjonalną i odpowiedzialność nie czekali już.  Jestem sześć lat młodsza. Pewnej niedzieli w 1981roku  do naszej rodziny dołączył Bakcyl.